Dzisiaj jest: 23.8.2019, imieniny: Apolinarego, Miły, Róży

Łomża: "Baniakowi" stuknęło 200. spotkań (foto)

Dodano: 3 miesiące temu Czytane: 234 Autor:

Daniel Kacprzyk rozegrał swój 200. mecz w barwach ŁKS Łomża.

Łomża: "Baniakowi" stuknęło 200. spotkań (foto)

Daniel Kacprzyk, czyli popularny "Baniak", zaczynał w drużynach juniorskich ŁKS-u Łomża. Przed wszystkie lata gry na stadionie przy ul. Zjazd wyrobił sobie opinię jednego z najbardziej zaangażowanych "ełkaesiaków".


Z zawodnikiem rozmawiamy o minionych latach, ale także o teraźniejszych problemach klubu z Łomży. Poruszamy także wątek ksywki Daniela Kacprzyka, który przed wszystkich nazywany jest "Baniakiem".


Naszsport.info: Uściślijmy. 200 meczy w pierwszym zespole, czy w ogóle w barwach klubu z Łomży?

Daniel Kacprzyk, ŁKS 1926 Łomża: 200. meczy w pierwszym zespole. Miałem też występy w drużynach rezerw czy jako trampkarz lub junior. Same występy w juniorach natomiast to już są zdecydowanie inne liczby.

Naszsport.info: To mógłbyś się pokusić i policzyć ile było wszystkich spotkań rozegranych w biało-czerwonej koszulce ŁKS?

Daniel Kacprzyk: To bardzo ciężkie zadanie. Może kiedyś trener Mroczkowski prowadził taką statystykę. Średnio mieliśmy około 15-20 spotkań w sezonie, a tych w drużynach młodzieżowych i rezerwach rozegrałem sześć.

Naszsport.info: Pamiętasz pierwszy mecz w seniorach?

Daniel Kacprzyk: Każdy pamięta swój debiut, zresztą długo wyczekiwany. 23 października 2010 roku graliśmy w czwartej lidze z Hetmanem Białystok. Wygraliśmy 5:0, a ja zadebiutowałem na stoperze. Po tym meczu zebrałem całkiem dobre recenzje od trenera Dymka. Można powiedzieć, że był to dla mnie moment przełomowy.

Naszsport.info: - A kiedy zaczęła się Twoja przygoda z piłką nożną?

Daniel Kacprzyk: Tak jak u każdego, przed blokiem, gdzie rywalizowało się ze znacznie starszymi kolegami. Na początku podstawówki zostałem zaproszony na "treningi" przez Henryka Pestkę. Od czwartej do szóstej klasy podstawówki byłem szkolony przez trenera Henryka Rudnickiego. To chyba wtedy wyrobiłem charakter i nabrałem chęci do gry w piłkę. Treningi u Pana Henryka były, jak na tamte czasy, ponad normę. Z tego warsztatu byli wypatrzeni też inni zawodnicy Łomżyńskiego Klubu Sportowego. 

W klasie VI trener Mroczkowski wypatrzył mnie na turnieju szkolnym, porozmawialiśmy i od tamtego momentu zacząłem trenować w klubie. Co ciekawe, rodzicie nic o tym nie wiedzieli. Wymykałem się z domu pod pretekstem "zabawy" na dworze ze względu na słabe oceny w szkole. Jak już przyszedł moment podpisywania deklaracji członkowskiej to musiałem przedstawić rodzicom cała sytuację. Ale doszliśmy do porozumienia. Można więc powiedzieć, że ponad połowę swojego życia jestem związany z ŁKS-em.

Naszsport.info: Od początku miałeś ksywę "Baniak"? Możesz opowiedzieć skąd się wzięła?

Daniel Kacprzyk: Miałem zawsze głowę pełną pomysłów, zawsze potrafiłem nadrabiać braki szybkościowe ustawieniem się bądź techniką. Zawsze też kombinowałem na boisku, czasami nawet zbyt często. No i druga strona tej historii to dosyć śmieszna sytuacja. Broniłem strzały starszych kolegów głową. I tak powstał "Baniak" :-)

Naszsport.info: Od początku grasz tylko w ŁKS. Jesteś jednym z nielicznych wychowanków, którzy non stop występują w Łomży. Nie kusiło Ciebie zmienienie barw klubowych i spróbowania swoich sił w innym zespole, być może w wyższej lidze?

Daniel Kacprzyk: W momencie awansu z IV do III ligi miałem bardzo mało występów na koncie, gdyż dokładnie 10. Wtedy po długiej rozmowie z trenerem Dymkiem, Zienkiewiczem i zarządem zostałem w ŁKS na kolejny sezon. Sam chciałem pójść na wypożyczenie bodajże do Wissy Szczuczyn , żeby nabrać odwagi, ogrania, doświadczenia. Z czasem wyszło mi to na dobre, zacząłem grać w pierwszym składzie konkurując chociażby z Albertem Rydzewskim, Karolem Drągowskim, Marcinem Gałązka czy Łukaszem Adamskim. Ten moment otworzył mi drzwi do "zrobienia kariery" piłkarskiej. Miałem swoje 5 minut. Ale nie wykorzystałem tej szansy, chociaż byłem na testach w Legii II Warszawa.

Naszsport.info: Po tych latach jesteś lepszym zawodnikiem niż te 200. meczy temu, takim samym, czy widzisz także elementy, w których zrobiłeś krok do tyłu.

Daniel Kacprzyk: Na pewno jestem dużo bardziej doświadczonym, spokojniejszym i opanowanym zawodnikiem. Świadomość, to jest to "coś" co po takim czasie człowiek nabywa, co otwiera oczy na wiele spraw. Dużo też wnoszę do szatni, staram się rozmawiać i uświadamiać młodych, że każdy będzie miał swoje 5 minut. Ale mówię też o tym co trzeba robić jeżeli się ich nie wykorzysta.

Natomiast fizycznie na pewno bardzo obniżyłem loty, na pewno wpływ ma praca. Kiedyś wytrzymałość była moją mocną, nawet bardzo mocną stroną. Teraz te zaległości po kontuzji i zmęczeniu ciężko mi nadrobić.

Naszsport.info: Ten sezon był dla Ciebie i całego zespołu bardzo trudny. Przegrywaliście mecz za meczem i żegnacie się z trzecią ligą. Skąd taki regres w waszej postawie w porównaniu tylko do poprzedniego sezonu? Wydawałoby się, że odszedł "tylko" Michał Kaput i Paweł Lipiec. A tymczasem w obecnych rozgrywkach prezentujecie się chwilami katastrofalnie.

Daniel Kacprzyk: To nie tak, że gramy słabo bo przed sezonem odeszli Michał i Paweł. Duże znaczenie miał także brak Daniela Lemańskiego, który dawał nam z przodu oddech, potrafił przetrzymać piłkę, zmotywować. Do tego poważną kontuzję miał Marcin Świderski, można powiedzieć nasz jedyny Playmaker, przez co nie mógł zagrać ze sporej ilości spotkań. 

Musimy także pamiętać, że zmienił się styl gry zespołu. Z trenerem Speichlerem na treningach 95 % czasu poświęcamy na ofensywę, a 5 % na defensywę. Kiedy przychodził trener Ogrodziński to mieliśmy już wypracowane pewne automatyzmy w grze obronnej, gdyż wcześniej u trenera Miłoszewskiego ofensywie poświęcaliśmy około 20 % czasu pracy na treningach, a 80 % to była praca nad defensywą.

Duży, a może i największy wpływ na regres ma nasz stosunek do całej sytuacji w klubie. Nie oszukujmy się: jesteśmy zostawieni sami sobie, tak jak i zarząd. Nie ma motywacji. I tu nie chodzi nawet o kwestie finansowe. Po prostu brakuje stabilizacji, pewności jak to będzie w przyszłości wyglądało. I nasze wyniki w poszczególnych sezonach wyglądają jak wykres sinusoidy. Kiedy jest źle i odbijamy się, to natychmiast zmienia się kadra. I to odbija się na nas, bo wszyscy jesteśmy tym zmęczeni psychicznie. Po tym wszystkim nasuwa się tylko jedne pytanie: czy po tym sezonie będziemy w stanie zebrać kadrę na IV ligę.

Naszsport.info: Czy był konflikt z trenerem Ogrodzińskim?

Daniel Kacprzyk: Mogę mówić w swoim imieniu: nigdy nie miałem konfliktu z trenerem Ogrodzińskim. Nawet podziękowałem mu za współpracę. Jeżeli chodzi o kwestie typowo piłkarskie, każdy ma mankamenty, były rozmowy. Każdy wie jak sytuacja się potoczyła.

Naszsport.info: Zostawmy już obecne rozgrywki. Jesteś doświadczonym zawodnikiem. Jak na przestrzeni tych lat zmieniała się piłka w Łomży? Twoim zdaniem jest lepiej czy gorzej niż w momencie, kiedy zaczynałeś grać?

Daniel Kacprzyk: Wchodząc jako junior do pierwszej drużyny ja, Patryk Szymański, Adrian Mleczek mieliśmy wielkie wyobrażenia na temat tej piłki, która może się narodzić na nowo. Ale my-zawodnicy, ale także kibice, sponsorzy, miasto i jego mieszkańcy zrobiliśmy za mało by wprowadzić piłkę na wyższy poziom. Powiem szczerze: klub nie zapewnił pewnych warunków do rozwoju nam sportowcom, mieszkańcy i kibice nie wykazywali zainteresowania nami, co przekładało się na frekwencję na meczach w późniejszych sezonach. Na początku mojej przygody sponsorzy znacząco pomagali klubowi, ale teraz jest ich garstka. Gdyby miasto wcześniej dołożyło się do interesu klubu to wszystko się zazębiło. Natomiast teraz gdyby nie miasto to nie byłoby ŁKS- u. A my zawodnicy nie stworzyliśmy takich widowisk, nie ugraliśmy tyle ile powinniśmy ugrać by wejść w końcu do tej drugiej ligi. 

Tutaj wyznacznikiem jest jedne, ale to bardzo ważne pytanie: ilu chłopaków odeszło z ŁKS-u by grać wyżej? Patryk Szymański i Łukasz Świderski, jako jedyni juniorzy. Więc to też w pewien sposób jest odzwierciedleniem tego, jaka jest piłka w Łomży.

Naszsport.info: Wspomniałeś o drugiej lidze. Dlaczego, choć wielu mówi o tym, że taki ośrodek jak Łomża powinien występować co najmniej na tym szczeblu rozgrywek, dotychczas nie udało się awansować do ogólnokrajowych rozgrywek?

Daniel Kacprzyk: Brakowało, brakuje i będzie brakować zaplecza finansowego. Zaplecza, które ujednolici kadrę. Zaplecza, które na lata da pewność pracy przy budowaniu drużyny. Brakuje też szczerości wśród ludzi. Nie możemy myśleć ciągle o starym ŁKS, to jest historia, piękna historia, która nie wróci. Łomża to piękny prezent, ale gdy go otworzymy, to już tak nie cieszy.

Naszsport.info: Zapewne pamiętasz, kiedy na stary jeszcze stadion przy ul. Zjazd przychodziły tysiące kibiców by wspierać zespół. Dzisiaj trybuny są martwe, jeżeli nie liczyć kilku osób wiecznie krytykujących wasze poczynania. Skąd wzięła się taka znieczulica? I czy was, piłkarzy to boli, że nie macie wsparcia, a wręcz dotyka was tylko szydera?

Daniel Kacprzyk: Skąd wziął się awans starego ŁKS-u? Właśnie przez kibiców. To oni zaczęli napędzać modę na to. Kiedyś było niedopuszczalne bym opuścił mecz. Te frekwencje napędzały budżet i otoczkę.

Jeżeli chodzi o teraźniejszych kibiców to ci ludzie przychodzą tylko krytykować. Ale trzeba spojrzeć na to z innej stroni. ONI SĄ ZAWSZE, więc mają prawo krytykować, mają ku temu podstawę. Powtórzę to jeszcze raz: są tutaj zawsze, niezależnie od wyniku i pogody. 

Bardziej są męczący kibice, którzy nie chodzą na mecze albo kiedyś chodzili i narzekają jak to jest słabo. Odbijając piłeczkę: co TY zrobiłeś jako kibic by poprawić sytuację w klubie. 

Osobiście wolę 1000 osób narzekających, ale obecnych na meczu, bo ONI SĄ na dobre i na złe. Kibice przychodzący na mecze motywują, nie tylko nas, ale i całą łomżyńską otoczkę do tego by przyłożyć rękę do poprawy całej sytuacji w klubie.

Podczas meczu nie jesteśmy w stanie nawet tego słyszeć, ale niektóre uwagi są karygodne. Obok siedzą chociażby młodzi zawodnicy MŁKS-u, ale to jest problem na każdym stadionie. Zawsze będzie garść kibiców narzekających i krytykujących. Piłkarze niektórych zespołów dziwią się atmosferze panującej na naszym stadionie zwłaszcza, że gramy w większości swoimi chłopakami, chłopakami z Łomży, wychowanymi na Z18.

Nie można też zapomnieć o kibicach, którzy jeżdżą na wyjazdy, którzy zawsze nas wspierają. Ale na pewno chciałbym większego dopingu i większej frekwencji na meczach w Łomży.

Naszsport.info:  Czego dzisiaj brakuje Łomży, żeby wrócić do czasów, kiedy stadion pękał w szwach podczas meczy? Pomijając już wyniki sportowe, bo wiadomo, że to one napędzają frekwencję

Daniel Kacprzyk: Tak jak powiedziałem wcześniej brakuje stabilności. Kiedy klub będzie poukładany od wewnątrz, gdy będziemy mogli budować kadrę na lata, to zmażemy złą plamę, złą opinię w świecie piłkarskim. Moim zdaniem tylko całkowita czystka, począwszy niestety od zespołu, jest w stanie uratować klub,.

Naszsport.info: Albert Rydzewski, Marcin Gałązka, Adrian Mleczek, Tomek Staniórski, Robert Cychol. Ci byli piłkarze ŁKS po zawieszeniu butów na kołku zostali trenerami. Czy planujesz iść w ich ślady i zrobić uprawnienia? Czy jednak wybierzesz inną ścieżkę życia, poza piłką i sportem?

Daniel Kacprzyk: Miałem swój epizod w roczniku 2008 w MŁKS, odnajdywałem się w tej roli, twierdzę, że potrafię rozmawiać z ludźmi, dziećmi. Przekazać to co najważniejsze, a przede wszystkim dać młodszym chłopakom płomień piłkarskiej ambicji. Dzieciaki muszą czuć przyjemność z grania, ale i też przebywania w drużynie. To właśnie szatnia kreuje sukcesy, można być słabszym, można mieć słabsze szkolenie, ale wynik to praca całego zespołu. Myślę, że ten atut potrafiłbym najbardziej wykorzystać jako trener. Po zakończeniu przygody na pewno nie rozstanę się z piłką, będę chciał pomóc Łomżyńskiemu środowisku sportowemu.

Naszsport.info:  Czego dzisiaj można życzyć Danielowi Kacprzykowi?

Daniel Kacprzyk: Przy obecnej sytuacji dalszej wytrwałości i przekroczenia bariery 300 meczy.

Naszsport.info:  To dziękując za rozmowę życzę Ci tych 300. spotkań w barwach ŁKS-u.

Daniel Kacprzyk: Dziękuję.