Dzisiaj jest: 4.8.2020, imieniny: Dominiki, Dominika, Protazego

Łomża: W odpowiedzi na list

Dodano: rok temu Czytane: 385 Autor:

Andrzej Korytkowski, były już przewodniczący Rady Sportu w Łomży, odniósł się do „Listu otwartego przedstawicieli środowiska sportowego w Łomży”.

Łomża: W odpowiedzi na list

W spotkaniu, które pierwotnie miało być dyskusją z sygnatariuszami listu, wzięli także udział Zbigniew Maleszewski, prezes BKS „Tiger” Łomża, Jan Kotowski - trener LKS „Narew-Kurpiewski” Łomża oraz Dariusz Kisiel, prezes UKS Liceum Sportowe w Łomży. To właśnie te trzy kluby w wyniku ostatniego podziału środków na sport straciły najwięcej funduszy.


Dlaczego napisaliśmy, że spotkanie pierwotnie miało być dyskusją? Bowiem zaproszenie otrzymali przedstawiciele tych klubów, które podpisały ów list, a które uczestniczą w podziale środków w ramach szkolenia dzieci i młodzieży. Niestety. Nikt nie dotarł.


- Chciałbym żeby było to ostatnie spotkanie w sprawie tegorocznego podziału środków na "sport" - zaczął Andrzej Korytkowski, były już przewodniczący Rady Sportu oraz prezes LŁKS „Prefbet Śniadowo” Łomża. - Ponieważ nie ma sygnatariuszy listu to odniosę się do zarzutów pod moim adresem wysuniętych w liście otwartym oraz pytań padających w czasie audycji radiowej.


Algorytm

Algorytm opracowała Rada Sportu działająca przy prezydencie Mieczysławie Czerniawskim. My tylko nieco go zmodyfikowaliśmy, zmniejszając kwotę bazową „zapewniając” minimum, który klub powinien otrzymać na funkcjonowanie. I po zastosowaniu algorytmu w tym roku pozostało 150 tys. zł na dofinansowanie klubów ze słabszymi wynikami bądź mniejszą ilością punktów. I w liście podano przykład MŁKS. Po pierwsze to nie są moje kryteria, tylko Rady Sportu, w której było 10. osób. Ja nie mam mocy sprawczej by decydować za wszystkich. A w głosowaniu było 6:2, gdyż dwóch osób nie było n posiedzeniu. Więc mówienie, że to Korytkowski sobie wymyślił jest nieładne. Co więcej. Podawana kwota 20 tys. jest kłamstwem, gdyż z algorytmu wyszło 22,8 tys. zł, a biorąc pod uwagę pracę wykonywaną w klubie i ilość dzieci w nim trenujących, jako przewodniczący Rady Sportu zaproponowałem dołożenie od razu 35 tys. zł.

Miara sportu indywidualnego i drużynowego

Propozycja Rady Sportu, jeszcze za czasów prezydenta Czerniawskiego, mówiła iż punkty te są mnożone razy dwa. Wprowadzony system miał na celu rozruszanie dyscyplin. Przykład „Dziewiątki”. Dwa lata temu zero punktów, rok temu dwa, a teraz 15. I to przełożyło się na to, że mają 15 tys. zł więcej. I to jest zasada kija i marchewki. Można to pogodzić. 

Stypendia sportowe

Dziwię się, że poruszana jest kwestia stypendiów. Bo ja stanąłem w obronie trzech klubów. I chwała prezydentowi Chrzanowskiemu, że dotrzymał obietnicy i wprowadził stypendia. Gdyż ani prezydent Brzeziński, ani prezydent Czerniawski tego nie zrobili. Widać, że sport się rozwija. Na początku były 3. osoby, później 5., a obecnie 18. I miejmy nadzieję, że dożyjemy czasów, że będzie wręczanych 30-40 stypendiów. Bo na tyle Łomżę stać i tyle osób będzie spełniało kryteria.

Zwiększenie środków na sport na przykładzie LŁKS „Prefbet Śniadowo” Łomża

Zgadza się, że prezydent Chrzanowski zwiększył finansowanie na sport. I zgadza się, że dostaliśmy więcej niż w 2014 r. Jest dla mnie ciekawostką, że pod listem podpisali się panowie z Młodzieżowego ŁKS. Nie powiedzieli bowiem, że w 2014 r. mieli 32 tys., a teraz mają 70 tys. Więc mają o 100 proc. więcej. Nie 15 czy 17 proc. jak w przypadku mojego klubu. To jest ciekawe bo obecnie MŁKS ma 0 punktów, a w 2014 mieli 28. O czym więc to świadczy?

A jeżeli ktoś mi zarzuca, że za te pieniądze mamy ten sam poziom sportowy to pragnę przypomnieć, że poprzedni sezon był najlepszy pod względem zdobytych medali. Więc, jeżeli ktoś mówi, że to jest ten sam poziom to taka jest jego wiedza.

I dlaczego ja obrywam, że stanąłem w obronie trzech klubów. Bo ja od początku mówiłem, że jestem zadowolony z tej kwoty i nie mam do pana prezydenta żadnych pretensji. A tutaj ktoś mi wkłada w usta, że mam pretensje mimo, że dostałem więcej. 

Ja nie mówiłem, że te kluby dostały za dużo. Uważam, że te pieniądze, które są na sport są i tak na tle kraju godne, ale na pewno przydałoby się więcej by temat zamknąć. 

Skrzywdzony LŁKS

Potwierdzam, że uważam iż kluby osiągające wyniki sportowe są skrzywdzone tym podziałem środków. Ale nie mówiłem o sobie. Mówiłem o trzech, czterech klubach, które można było inaczej potraktować. Jeden klub się do mnie nie zgłasza, więc nie będę poruszać tej kwestii.
Dodatkowe środki z ministerstwa i Urzędu Marszałkowskiego

Dodatkowych środków z Urzędu Marszałkowskiego nie dostajemy od chwili, gdy poparłem pięć lat temu pana Chrzanowskiego. Wtedy pewien pan, który był wicemarszałkiem czy też członkiem zarządu natychmiast wyrzucił mnie z facebooka. I żadnych pieniędzy z Urzędu Marszałkowskiego nie dostaliśmy składając tą samą ofertę. A środki z ministerstwa. Mamy dziewięć osób na zapleczu kadry narodowej i sześciu w LZS-ie. Więc na 15. osób dostajemy pieniądze. I niech nikt nie mówi, że nie dostajemy pieniędzy. Bo za zawodnikami, którzy osiągają wyniki, przyjdą pieniądze.

Podsumowanie

W sporcie każde pieniądze się przydadzą. Gdybym dzisiaj miał składać wniosek i podliczył ile mi trzeba na dzieci i seniorów, to podałbym kwotę 600-700 tys. zł. Ale to nie o to chodzi. Jeżeli jest możliwość pozyskania tych samych środków z innych źródeł, to warto byłoby dać z innego konkursu. Bo nikt nie będzie patrzył na to skąd pochodzą pieniądze. Bo jeżeli któryś klub otrzyma 50 tys. ze szkolenia, a kolejne 70 z profilaktyki, to nie ma różnicy, bo trzeba zrobić te same papiery. I tutaj to nie jest wina prezydenta tylko osób przychodzących z różnymi pomysłami, które mogą trafić na podatny grunt. Zwłaszcza, że decyzję ogłoszono kilka godzin przed zamknięciem konkursu. Bo gdyby tego dnia nie zostały ogłoszone wyniki, to trzeba było na nowo rozpisać konkursy. I wyszło jak wyszło. I szkoda, że nie do końca było to przemyślane.

Apelowałbym do klubów, aby szukały punktów we współzawodnictwie sportowym ministerstwa. Bo to nie tylko pozwoli im dostawać większe pieniądze, ale także pozwoli Łomży wrócić na salony i być dostrzeganym przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Zbigniew Maleszewski:

Gdybyśmy byli traktowani poważnie, to tutaj byłyby osoby, które by z nami dyskutowały. Nie mam tutaj pretensji do nikogo i nie będę wylewać żali. Rozmawiałem z panem prezydentem i powiedziałem mu, że na początku jak zobaczyłem podział środków to chciałem całkowicie zrezygnować z pracy szkoleniowej. Ale ze względu na pracę dzieci, ich trud i sumienność, i by nie blokować im możliwości zdobywania dalszych sukcesów sportowych, podjąłem decyzję, że to pociągnę dalej. Bo dziwnym trafem dostałem o połowę mniej pieniędzy niż rok temu, przy takich samych wynikach.

Pan prezydent powiedział, że będę mógł ubiegać się o środki z profilaktyki. Po przemyśleniu tej kwestii i rozmowach z zarządem klubu podjęliśmy decyzję, że nie będziemy składać wniosku o pieniądze z „kapslowego”. Bo ja byłem w radzie sportu zabiegałem o to, by dyscypliny olimpijskie zdobywające punkty otrzymywały punkty z systemu szkolenia dzieci i młodzieży. A pozostałe kluby, które nie uzyskują punktacji bądź też sporty nieolimpijskie ubiegały się o dofinansowanie z profilaktyki.

Pan prezydent obiecał mi pomoc przy organizacji dwóch imprez centralnych: Akademickich Mistrzostw Polski, gdzie wystartuje około pięciu zawodników z klubu i PWSIP oraz Mistrzostw Polski Młodzików. I mam nadzieję, że pan prezydent dotrzyma słowa i wesprze nas finansowo w organizacji tych imprez. Bowiem przedstawiłem korzyści dla miasta płynące z organizacji tych imprez.

Ja nigdy nie wstydziłem się tego, że jestem z Łomży. Początkowo nie mieliśmy nic do powiedzenia na Mistrzostwach Polski. Na chwilę obecną jesteśmy medalistami mistrzostw Polski w kilku kategoriach wiekowych i wagowych. I myślę, że w tym roku być może będzie jeszcze więcej medali i to pomimo tego, że mamy mniejsze środki. W ubiegłym roku mieliśmy 43 tys., w tym - 23 tys. Dlaczego inni mieli zwyżki? Może lepszy projekt napisali, nie wiem, może nauczę się lepiej pisać projekty.

Kolejny zarzut kierowany pod moim adresem jest taki, że ja nie mam dużo zawodników na zawodach. Obecnie mam 4. medalistów Mistrzostw Polski. W przyszły piątek jedziemy na Mistrzostwa Okręgu, gdzie na liście startowej jest 41. zawodników BKS „Tiger” Łomża. Więc mówienie, że jesteśmy sportem niszowym i jedziemy jednym samochodem to fakt, ale chyba do autobusu. I każdemu jest ciężko, bo tych środków jest mało. Zaczynałem od tego, że jeździliśmy na zawody jednym samochodem. Potem były dwa, trzy. A teraz musiałbym wziąć z 10. samochodów by jechać na mistrzostwa okręgu. I my tam nie będziemy nocować, gdyż to by pochłonęło połowę mojego tegorocznego budżetu. A gdzie pozostałe etapy szkolenia i startów.

Czy w sportach indywidualnych łatwiej o punkty? Być może. Ale zanim ja dojdę do mistrzostw Polski to dużo się może zdarzyć. To jest droga długa, kręta i wyboista i wiele może się zdarzyć. Bo zawodnika może wyeliminować kontuzja. A tych punktów nie jest dużo. Na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży za złoto dostaję 9. punktów - to nie jest dużo. A ile tych mistrzów mogę zdobyć. W Polskim Związku Bokserskim jest ponad 250 klubów, wszystkie startują i walczą o medale. I to nie jest tak, że się zajedzie i od razu ma się medal. Gratuluję komuś fantazji.

Jan Kotowski:

Przez 41 lat po raz pierwszy miałem wychować finalistów wszystkich zawodów mistrzowskich. Przypomnę, że w lekkoatletyce nie jedzie się na zawody, tylko trzeba zdobyć kwalifikację, spełnić minima itd. I te punkty zdobywa się na Mistrzostwach Polski Młodzików w Bełchatowie, Mistrzostwach Polski Juniorów Młodszych w Chorzowie, Mistrzostwach Polski Juniorów we Włocławku, Młodzieżowych Mistrzostwach Polski w Sieradzu i Mistrzostwach Polski Seniorów w Lublinie. Ale te punkty nie są brane pod uwagę. I nie wiem dlaczego, ale był to jeden z moich najlepszych sezonów, a dostaliśmy jako klub o 9,3 tys. zł mniej.

Cytuję panią prezes „Dwójki” z wywiadu radiowego: "W przypadku sportów indywidualnych wystarczy pojechać czasami na jedne zawody, wygrać coś, albo być w pierwszej dziesiątce i już mamy punkty”. Można to podsumować jednym słowem: „katastrofa”. O czym pani mówi?

Dariusz Kisiel:

Jestem kierownikiem szkolenia sportowego w Liceum Mistrzostwa Sportowego i nasz szkoła współpracuje, chciałaby współpracować ze wszystkimi klubami. Ale współdziałamy tylko z kilkoma. A mimo to oberwaliśmy przy podziale środków. Pracując w Radzie Sportu starałem się by wszystkie kluby były zadowolone.